…, a ostatnia literka to “A” :)

22 06 2008

- Napisz coś – powiedziała.
- Jak to?
- No jakiś tekst, artykuł, cokolwiek…
- Dlaczego?
- No bo tak.
- Ale o czym?
- O czymś fajnym.
- Mhm…

No więc wróciłem na stare śmiecie, za to z nowym tekstem – o czymś fajnym.
A że najprostsze pomysły są najlepsze…
…postanowiłem napisać o sobie :)

Bo tak, jestem fajny i jakkolwiek nieskromnie by to brzmiało, jestem tego świadomy. Inteligentny, błyskotliwy, ze świetnym poczuciem humoru i ładnymi, choć nieco nadmiernie owłosionymi, nogami. Oczywiście, tych kilka zalet jedynie rozpoczyna całą listę, której nie będę przytaczał wyłącznie ze względu na troskę o wasze samopoczucie. Wad prawie nie posiadam, a jeśli nawet, to nie są zbyt uciążliwe i łatwo można sobie z nimi poradzić. Do niedawna chodziłem w brudnych butach, ale odpowiednie służby już się tym zajęły :)
Mam wykształcenie prawie wyższe licencjackie. Prawie, bo została mi do obrony praca, ale jak dobrze pójdzie, to za jakieś półtora tygodnia będę uprawniony do odbioru dokumentów zaświadczających o otrzymaniu stopnia licencjata z kierunku, który prawie mnie nie interesuje. Kolejne wielkie osiągnięcie do kolekcji :)
Lubię gotować i nieźle mi to wychodzi, piekę też całkiem nieźle. Gdyby nie nieco feministyczne poglądy, mógłbym zaryzykować stwierdzenie, że powinienem był urodzić się kobietą. Ratuje mnie fakt, że od czasu do czasu śmiałem się na „Testosteronie”. Niemniej, jeśli moja przyszła żona będzie potrzebowała pomocy w kuchni, jestem w stanie zrobić nieco więcej niż zagotować wodę na herbatę.
I na koniec – zajebiście wyglądam w garniturze :)

Tak, zdecydowanie jestem fajny. Ale przy tym wszystkim pojawia się jeden problem, który jeszcze do niedawna problemem nie był, ale im dłużej z nim żyję, tym bardziej uciążliwy się staje. Jestem mało ambitny.

O niewiele rzeczy w życiu musiałem walczyć, a jeśli już do walki się zabierałem, musiało mi na czymś bardzo zależeć. Podejrzewam, że na palcach jednej ręki mógłbym policzyć te rzeczy, przy osiągnięciu których postanowiłem się napracować. I absolutnie nie wynikało to z faktu, że miałem wszystko na wyciągnięcie ręki, wręcz przeciwnie – nigdy nie miałem wiele, a nawet można powiedzieć, że miałem niewiele, lecz wystarczająco dużo, jak na moje potrzeby. Nawet kiedy w domu się nie przelewało, ja nie narzekałem, bo – jak to mówi jeden z moich przyjaciół – miałem co włożyć do gęby i portki na dupę też. A poza tymi podstawowymi potrzebami nie potrzebowałem właściwie niczego. I tak na przykład kiedy półtora roku temu wydałem zbierane przez kilka miesięcy pieniądze na „zabawki”, zamiast na prawo jazdy, to właśnie dlatego – nie uważałem, bym go potrzebował.

Nie wiem, co mam robić w przyszłości. Nie chcę się ruszać stąd, gdzie jestem, póki się to nie zmieni. Myślałem o dziennikarstwie, ale chyba za dużo przy tym roboty – takiej, która mnie nie interesuje, myślałem o pracy w Policji, ale płaca na pierwszych stopniach kariery nieznacznie przewyższa minimalną… A tak poza tym, to miałem już być wykwalifikowanym politykiem, kierowcą ciężarówki lub listonoszem. Jeśli chodzi o najbliższą przyszłość, to rozważałem zmianę uczelni, miejsca zamieszkania, wciąż myślę o wyjeździe za granicę (trzy miesiące zrywania jabłek w Belgii – potraficie wyobrazić sobie coś bardziej fascynującego?). Nie mam pojęcia, które z tych planów postanowię i które uda mi się zrealizować, ale jedno wiem na pewno – nie wolno stać w miejscu. Życie jest zbyt krótkie, by marnować czas na bezczynność, a nawet próbując osiągnąć jakąś stabilność, trzeba to okupić pracą.

Na szczęście… mam szczęście :) Bo oto jakiś czas temu pojawił się w moim życiu piękny, zielonooki Czynnik Motywujący, który, jeśli tylko wytrzyma ze mną wystarczająco długo, ma szansę pomóc osiągnąć mnie, nam rzeczy wielkie. Zwłaszcza, że z dnia na dzień ambicji jest coraz więcej.

Dzięki, Szczęście.

A że jest chwila po północy, w tym miejscu mogłyby się pojawić życzenia urodzinowe. Ale się nie pojawią, bo chcę mieć przyjemność złożenia Ci ich po raz pierwszy „na żywo”. Zostaje więc mi tylko napisać: Dobranoc. I wyjdź już spod tej kołdry, szerszenie naprawdę nie są groźne, dopóki ich nie rozdrażnisz ;)