Śniadanie zjadłem dziś wyjątkowo w dużym pokoju, przed telewizorem, zamiast - jak niemal zawsze - u siebie, przy biurku. Jedząc obejrzałem fragment jakiegoś programu na TVP2 (”Pytanie na śniadanie” czy coś takiego), w którym poruszono zagadnienie tzw. syndromu Piotrusia Pana. Pogłośniłem fonię i już po dwóch minutach oglądania byłem przekonany, że panie siedzące w studio rozmawiają o mnie. Padło kilka poważnych zarzutów pod adresem ludzi takich jak ja, czyli niedojrzałych, wręcz dziecinnych i, o dziwo, żaden z nich mnie nie rozzłościł. Bo komu będzie przeszkadzało zbytnie zdziecinnienie, jeśli przy okazji nazywa się go uroczym, prawda? ;) Ogólnie rzecz biorąc, tych kilka minut utwierdziło mnie w przekonaniu, że jestem osobnikiem oryginalnym, interesującym i fajnym. Że gdybym nie był sobą, chętnie bym się poznał. Ale co z tego, skoro…
Kilkanaście minut później siadłem przy komputerze i wyszukałem w google frazę “syndrom Piotrusia Pana”. Wśród dziesiątków różnego rodzaju linków pojawił się m.in. jeden szczególnie ciekawy. Skierował mnie on do artykułu zamieszczonego w 34. numerze tygodnika Wprost, z 22 sierpnia 1999 roku. Wklejam go poniżej i zachęcam do przeczytania go w całości, bo jest naprawdę ciekawy, nie tylko dla “dużych chłopców”, ale i dla ich rodzin, przyjaciół i znajomych, a także dla osób, które interesują się psychologią lub zjawiskami z dziedziny socjologii.
. . .
Dorosłe dzieci
Kim są wieczni chłopcy?
Joanna Kostyła, wsp. Ewa Witkowska
Najgorsze, co może powiedzieć mężczyzna kobiecie? “Masz płaskie piersi” Najgorsze, co kobieta może powiedzieć mężczyźnie? “Jesteś wiecznym chłopcem”. Taka - przekonują antropologowie kultury - jest miara największego upokorzenia. Kulturowy nokaut. Jeśli takie słowa padną, w gruzy obraca się cały świat i bardziej lub mniej realne szanse na zbudowanie przyjaźni między płciami. Woody Allen przekonywał, że mężczyznę można “wykastrować” jednym zdaniem: “Wolę, abyś był moim przyjacielem niż kochankiem”.
Piotruś Pan, Mały Książę, Puer Aeternus - wiecznego chłopca spotkać coraz łatwiej. Od odpowiedzialności i prawdziwego życia ucieka w świat idealizmu i fantazji. Otacza się drogimi zabawkami, preferuje namiętne miłostki, szybkie i luksusowe samochody. Chce się objadać lodami i cukierkami, chociaż wie, że może się po nich nabawić anginy i próchnicy. Nie przyjmuje do wiadomości odmowy. Przed czterdziestką dziwi się, że prawdziwa miłość jeszcze mu się nie przytrafiła. - Kultura daje mężczyznom mniejszą szansę urzeczywistnienia dziecięcych marzeń. Dziewczynka bawi się w dom i po latach rzeczywiści zostaje matką. Chłopiec marzy o tym by być odkrywcą lub podróżnikiem, a zostaje prawnikiem, lekarzem, pracownikiem nauki. Z pragnień rzadko kiedy wyrasta, więc w “podróżowanie” bawi się po godzinach - mówi Jacek Santorski, psycholog. Czy pięćdziesięcioletni chłopiec jest z tym szczęśliwy?
Sto lat temu lekarze mieli do czynienia z neurotykami. Dziś typowym pacjentem w gabinecie psychoterapeuty jest wieczny chłopiec - mężczyzna niedojrzały, fantasta uciekający przed problemami i odpowiedzialnością w zabawę, hobby, iluzję. - Trzydziestoletni pacjent potrafi mi się rozpłakać w gabinecie. Jest zamożny, ma świetną pracę i rodzinę, a psychicznie jest słabszy od piętnastolatka, którego wychowała ulica - mówi jeden z psychoterapeutów. - Taki Mały Książę ciągle czegoś szuka. Kocha marzenia. Po prostu nie chce wydorośleć. Często unosi się psychicznie lub dosłownie nad ziemię. Z tego wynika fascynacja niebezpiecznym sportem, zwłaszcza lotnictwem i górskimi wspinaczkami - tłumaczy Zenon Waldemar Dudek, psychiatra.
Dla wiecznego chłopca znamienne jest “życie prowizoryczne”. Boi się realnego “tu i teraz”, unika związków i sytuacji, z których trudno mu się będzie uwolnić. Mówi, że nie może się związać na stałe z kobietą, bo musi się opiekować mamusią. Gdy trzeba podjąć decyzję, rzuca monetą. Odrzucony, usilnie chce się dowiedzieć “kim był ten drugi, w czym był lepszy”. Brakuje mu godności, aby odejść z klasą - tupie, tuli się i płacze jak dziecko, któremu odmówiono zabawki. “Przeciętny Piotruś zapewnia, że jest zdeklarowanym heteroseksualistą, w rzeczywistości jednak czuje się bardzo niepewnie wobec kobiet. Odcina się od wszystkiego i wszystkich lekceważy. Wmawia sobie satysfakcję z pracy zawodowej. Utrzymuje wiele powierzchownych przyjaźni, które uważa za głębokie. I tak jak za młodu nie przepuszcza żadnej okazji do zabawy” - tak charakteryzuje wiecznego chłopca Dan Kiley w “Syndromie Piotrusia Pana”. Lekkomyślność, ciągłe poszukiwanie seksualnych przygód, alkoholizm i nieustanną chęć zabawy wieczny chłopiec tłumaczy potrzebą “odprężenia się”. Na trudnej zawodowej naradzie obmyśla plan budowy lotniska dla szybowców, doczepia wagonik do ukochanej kolejki albo planuje wypad z jeszcze nie spotkaną panną do pubu, do którego pierwszy raz zaprowadził go ojciec. W weekendy spotyka się w męskim gronie, by zagrać w golfa lub pożeglować. Cały rok kompletuje najmodniejszy sprzęt narciarski albo kupuje sportowy samochód do jazdy po mieście. Im jest zamożniejszy, tym droższe i atrakcyjniejsze wynajduje sobie rozrywki.
- Ale nie każdy mężczyzna, który ma hobby i lubi się bawić, jest wiecznym chłopcem! - prostuje Anna Giza, socjolog. Według prof. Marka J. Siemka, filozofa z Uniwersytetu Warszawskiego, lenistwo w sensie epikurejskiego spokoju, nieobecności “palącej potrzeby” i spontanicznej zabawy to wyraz tęsknoty za szczęściem. Psychologowie zwracają uwagę, że życiowa niedojrzałość i brak odpowiedzialności u Małego księcia nie są warunkowane jedynie chłopięcą wrażliwością. Niejeden mężczyzna, który do końca życia zachowuje w sobie dziecko, potrafi być człowiekiem świadomym, mającym jasne cele w życiu i umiejącym je realizować. Przyczyn syndromu Piotrusia Pana poszukuje się przede wszystkim w przyspieszeniu cywilizacyjnym i zmianach kulturowych wzorców męskości i kobiecości. Nasza kultura coraz bardziej odbiega od archetypu tzw. cnót rycerskich: odpowiedzialności, równowagi wewnętrznej, umiejętności samokontroli, odwagi, siły, zdolności do poświęceń, wierności, odporności, uczciwości, szlachetności - zauważa Wojciech Eichelberger, psychoterapeuta. - W rezultacie proponowany przez nią wzorzec jest wzorcem wiecznego chłopca. Mężczyźni nie dojrzewają albo dojrzewają zbyt późno. Smutna statystyka umieralności pokazuje, że umierają, zanim dojrzeją. Wieczny chłopiec nie jest też wytworem ostatniego dziesięciolecia, chociaż coraz więcej jest w Polsce spełnionych duchowo i materialnie kobiet, które głośno narzekają na niedojrzałość partnera. - Teraz preferuje się typy pośrednie: męskie kobiety i kobiecych mężczyzn. Samodzielne i zdecydowane panie nie zdają sobie pewnie sprawy, że skarżąc się na partnera-chłopca, często same reprezentują wieczną dziewczynkę, wyrachowaną i drapieżną businesswoman, niedojrzałą do roli matki i opiekunki rodziny - mówi Zenon W. Dudek. Specjalizują się one w oswajaniu wiecznych chłopców, w pewnym momencie jednak słyszą: “Jesteś miła, ale nie zasłużyłem na ciebie”. To je zaboli bardziej niż fakt, że ich chłopiec odejdzie do kobiety-wampa.
- Wieczni chłopcy znajdują się pod coraz większą społeczną presją, a przecież byli wśród nas od wielu lat podkreśla Anna Giza. - Przyszedł kapitalizm ze swoją walką na kły i pazury, wymagający, by mężczyzna się sprawdził. Ciągle słyszy. no, kiedyś to nie musiałeś, ale teraz to jest twój czas! Rób karierę, zarabiaj pieniądze i wykaż się. Zamiast uciekać na ryby i kleić modele, zrób kolejną operację, wykaż się. To wobec panów transformacja postawiła trudniejsze wyzwania. Z powodu tej ogromnej presji wycofują się, bo boją się porażki. W przeciwieństwie do kobiet klęska obniża ich wartość. Wieczny chłopiec w dzieciństwie otrzymywał od rodziców dwa ukryte przekazy uważa Kiley. Od matki: zachowaj dystans wobec ojca, a od ojca: matka jest słaba, a ty ją ranisz.
- Zazwyczaj taki mężczyzna nie przeszedł we właściwym momencie inicjacji, oddzielenia od matki i pasowania na wojownika. Może to wynikać z braku właściwego męskiego wzorca w domu, ale też ze zwykłego niespełnienia dziecięcych marzeń lub poczucia osamotnienia - mówi Jacek Santorski. Piotruś Pan już jako nastolatek nie chce mieć nic wspólnego ze szkołą, pracą i ze wszystkim, co choć trochę przypomina dorosłość. Jeśli rodzice akceptują permanentny bałagan w pokoju trzynastoletniego syna, zwalniają go ze wszystkich obowiązków i tolerują bujanie w obłokach, popełniają wychowawczy błąd. Nie zdają sobie sprawy, że przez palce patrzą na kształtujący się właśnie u dziecka syndrom Piotrusia Pana. W przyszłości syn prawdopodobnie nie będzie chciał wyprowadzić się z domu. Wieczny chłopiec nie potrafi i nie chce planować przyszłości, ma trudności z podejmowaniem odpowiedzialnych i przemyślanych decyzji, wszystko odkłada na później. Piotruś stwierdza, że nie warto, boi się, że trud się nie opłaci. Na kobiety swego życia przerzuca wszelkie ważne decyzje i odpowiedzialność. “Osoby takie mają problemy w negocjacjach. Za drogo kupują, za tanio sprzedają, bo nie umieją wyczekać dogodnego momentu z obawy, że do transakcji w ogóle nie dojdzie” - pisze Jacek Santorski w najnowszej książce pt. “Emocje, charaktery i…geny”.
Czy wieczny chłopiec jest szczęśliwy? W pewnym sensie tak, gdyż ze swojej niedojrzałości na ogół nie zdaje sobie sprawy. - Taka świadomość jest bolesna, dlatego Piotruś skutecznie ją od siebie odsuwa - wyjaśnia Anna Giza. Zenon Dudek dodaje:- Z punktu widzenia mężczyzny dojrzałego szczęście Małego Księcia jest iluzją. Satysfakcja płynie bowiem nie z wartości, ale z wyniku: liczby zdobytych kobiet, przepłyniętych kilometrów, zarobionych pieniędzy, zwiedzonych krajów. W pogoni za takim szczęściem wielu chłopców ginie, reszta zamienia się w psychiczne wraki, unieszczęśliwiając przy okazji wszystkich wokół. Szczególnie bolesny jest dla nich kryzys połowy życia. Według Junga, to druga i ostatnia - po okresie dojrzewania - przymiarka do dorosłości.
Do wniosku, że życie wcale nie jest pasmem przygód i radości, Piotruś dochodzi więc późno, około czterdziestki. Nie może pojąć, dlaczego tak się dzieje : “To ma być wszystko, a gdzie jest ta obiecana przygoda?” Rozczarowanie może się objawiać w skrajnie odmienny sposób: głęboką depresją lub niepohamowaną euforią.
“Wtedy zwykle zakochuje się lub angażuje w “przedsięwzięcie życia”, bo uświadamia sobie, że nie przeżył swoich 40 lat w pełni”- czytamy w ,,Emocjach…”. Santorski uważa, że najlepsze, co można zrobić, gdy czterdziestolatek “odjeżdża”, to przypomnieć mu, że do tej pory - choć czuł się ofiarą - też był kowalem swojego losu. Dan Kiley uspokaja, że syndrom Piotrusia Pana nie jest ciężkim zaburzeniem, mimo że często wiąże się z próbami samobójczymi. Niezgoda na samego siebie i życie w świecie zabawek i fantazji czasami przeradza się w dziwactwo, przyjmowanie do wiadomości tylko części otaczającego świata, ale częściej - w depresję, poczucie osamotnienia i przegranego życia. Mężczyzna “chłopcem podszyty” nie jest masochistą - upokorzony, nieodwołalnie i na zawsze znika, odchodząc do swych zabawek i hobby.
- Wiecznego chłopca można wprawdzie spotkać na każdym kroku, ale następne pokolenie będzie dojrzalsze przekonuje Anna Giza. - Ankiety przeprowadzane wśród nastolatków wskazują, że życie traktują poważnie, nie boją się wyzwań i bez oporów planują przyszłość.
. . .
Po przeczytaniu powyższego artykułu dotarło do mnie, że profil Piotrusia Pana chyba jednak do mnie nie pasuje. Bo podczas gdy prawdą jest, że w wielu sytuacjach staram się uniknąć odpowiedzialności, czuję się niepewnie wobec kobiet, które mi się bardzo podobają i jestem wybitnie leniwy, to wiele cech “dużego dziecka” nie ma ze mną nic wspólnego. Nie kręcą mnie “namiętne miłostki”, nie mam w domu połowy asortymentu sklepu RTV, nie lubię częstych zabaw do białego rana. Sporty ekstremalne i dalekie podróże też mnie nie kręcą, nie mam zamiaru zostać w rodzinnym domu do 40 roku życia i dopiero wtedy myśleć o założeniu rodziny.
Myślicie, że to mnie uspokoiło? Nic bardziej mylnego.
Po dłuższym zastanowieniu doszedłem do wniosku, że być może wszystko to jest dopiero przede mną. Że nie mogę wykluczyć, iż zostanę “dużym dzieckiem” za 5, 10, 15 lat. A trzeba wam wiedzieć, że już teraz widzę w swoim zachowaniu ku temu podstawy. I z jednej strony, kiedy pomyślę sobie, że mam predyspozycje do zostania człowiekiem kariery, niezważającym na stan portfela obieżyświatem i łowcą kobiecych cnót, taka perspektywa wydaje się być całkiem interesująca. Ale ze strony drugiej… ja tak nie chcę. Chyba. A przynajmniej w tej chwili ciekawsza i bardziej odpowiadająca mojemu wyobrażeniu o przyszłości wydaje mi się być opcja, w której skład wchodzi rodzina, stabilność ekonomiczna i praca pozwalająca mi w miarę swobodnie korzystać z uroków życia.
Ale co, jeżeli jestem skazany na to (odrażająco ;P) wystawne życie? Czy jeśli dostajemy od losu jakiś konkretny scenariusz życia do zrealizowania, powinniśmy się go bez sprzeciwu trzymać? Czy jeśli wiele znaków na ziemi i niebie wskazuje, że w przyszłości mogę stać się kimś innym, niż sobie tego życzę, powinienem poddać się losowi? To pytania nie tylko do mnie, ale do was wszystkich.
Idziemy po linii najmniejszego oporu, czy wpieprzamy się w centrum walki?
Odpowiedzi można wpisywać poniżej, w komentarzach do wpisu.