Matematyka Życia. Tak oto nazwałem pojęcie określające zjawisko, które ostatnio dostrzegłem. Zjawisko, z którym spotykam się co dzień od przeszło 21 lat i z którym spotykacie się wy, również od dnia narodzin. Najbardziej pospolite z możliwych do wskazania, a zarazem najbardziej zadziwiające… Ludzkie życie.
1 + 0 = 0
1 to ja, albo Ty, albo ktokolwiek inny – człowiek. To pierwsze 0 to także człowiek, albo grupa ludzi, albo i całe społeczeństwo, przyjmijmy jednak, że chodzi o, trochę brzydko to zabrzmi, jednostkę ludzką, a raczej – w tym konkretnym przypadku – jej brak. To drugie 0 jest zaś najtrudniejszym do określenia elementem mojej matematycznej układanki, oznacza bowiem zbiór olbrzymiej ilości zjawisk, głównie emocjonalnych, z którymi może spotkać się człowiek, a wśród nich można wymienić kilka mniej trafnych, jak na przykład smutek, przygnębienie, osamotnienie… Można też wskazać jedno, bardzo ogólne, ale przy tym chyba najbardziej treściwe – absolutny bezsens.
Myśl przewodnia działania 1 + 0 = 0 jest bardzo prosta i w zasadzie nie wymaga większych, od tych, o których pisałem wcześniej, wyjaśnień. Można ją jednak nieco uatrakcyjnić, rozwinąć i tym samym uczynić bardziej przystępną. Dotychczas, myśląc o Matematyce Życia, jak również tłumacząc ją osobom zainteresowanym, zawsze rozpoczynałem wypowiedź od tego samego zdania. I tym razem nie będzie inaczej.
Człowiek jest istotą społeczną. Oznacza to, że jest stworzony do egzystencji w świecie innych ludzi, do wchodzenia z nimi w relacje, zarówno te mniej (nie będziemy o nich pisać ;) ), jak i bardziej przyjemne, a więc do zawierania znajomości, przyjaźni, do kochania. Człowiek nie jest w stanie zrobić w pojedynkę absolutnie nic, po krótkim czasie spędzonym w samotności staje się dziki i niezdolny do… bycia człowiekiem.
Początki Matematyki Życia wzięły się z przemyśleń nad moim własnym życiem. 21-letni osobnik stanu wolnego (wolę nawet to biurokratyczne określenie od modnego ostatnimi czasy “single’a”), który do tej pory myślał, że jego wielomiesięczna samotność, pochodząca przecież z wyboru, to coś, czym nie należy się przejmować. Błąd. Jako ludzie, potrzebujemy obecności drugiej osoby, takiej, wobec której moglibyśmy wyrazić wszelkie emocje, do okazania których jesteśmy zdolni. Kogoś, z kim będziemy mogli zamienić ciepłe słowo, kogo będziemy mogli przytulić i pocałować, ale też kogoś, z kim moglibyśmy się pokłócić, stłuc talerz i trzasnąć drzwiami. Wachlarz emocji i zachowań, z którego każdy z nas powinien skorzystać. Tylko w ten sposób możemy wyrosnąć na zdrowych i szczęśliwych staruszków ;)
Jak to w matematyce bywa, z każdego (albo większości, już nie pamiętam…) wzoru można wyprowadzić wzór “przeciwny”, obrazujący drugą stronę zjawiska, którym się zajmujemy. I tak jak w przypadku kąta wewnętrznego trójkąta o wielkości 60° możemy wykombinować skromne 300° kąta zewnętrznego, tak początkowy, trochę dołujący wzór Matematyki Życia pozwala na przekształcenie go w coś wprost genialnego! Co prawda, chwilę się nad tym zastanawiałem, ale rozwiązanie przyszło dosyć szybko i brzmi:
1 + 1 = ∞
Osobom bez zacięcia matematycznego wyjaśnię, że ∞ znaczy tyle co Nieskończoność. Ze wzoru wynika więc, że Człowiek + Człowiek = Nieskończoność. Nieskończenie wiele zachowań socjalnych, nieskończenie wiele emocji, nieskończenie wiele możliwości. Suma dwojga ludzi to absolutne spełnienie ludzkiego sensu życia i tak, jestem gotów zaryzykować stwierdzenie, że właśnie po to żyjemy (poza tą całą bosko-reinkarnacyjną otoczką, w zależności od tego, w co kto wierzy), by być z innymi ludźmi i by mieć innych ludzi przy sobie.
Odszedłem trochę od tematu, ale zdaje się, że to niczemu nie szkodzi, bo po tym, co napisałem, należy się wam wyłącznie małe podsumowanie. Zabrzmi pewnie trochę drastycznie, ale nic to, jestem w stanie znieść słowa nawet najbardziej okrutnej krytyki. Człowieku, bez drugiej osoby nie znaczysz nic! Wstań i idź, i szukaj, i znajdź.
Pierwszy komentarz pod tym wpisem miał zostać nagrodzony uśmiechem. A że jako pierwszy wpisałem się ja, idę na chwilę do lustra, uśmiechnąć się sam do siebie ;)
Za drugi komentarz nagrody nie przewidziano, ale i tak jest fajnie :P
A moje podejście do tej spraw znasz i wiesz, że zgadzam się z Tobą w 102%. Pisz więcej bo naprawdę nieźle Ci to wychodzi.
O kurde, kopnięta ósemka to nieskończoność? Dziw nad dziwy;).
Hehe, czyli kwintesencja egoizmu. Żeby moje życie miało sens (moje), muszę znaleźć kogoś (ja muszę), kto by nadał temu życiu właśnie ów sens (bo to ja wtedy będę szczęśliwy). Ale jak już się uda kogoś odnaleźć, to można potem działać w drugą stronę. Bo czy myśleć o sobie, jeno i w pierwszej kolejności, to w gruncie rzeczy złe? Bo wedle mnie, to neutralnością emanuje. Złe mogą być skutki:)
Taka sobie dygresja ;)
Z tym, że to od początku działa w obie strony. Jak to mówią – “Bo w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz” ;)
A sam egoizm jest w gruncie rzeczy dobry i jak najbardziej naturalny. Kiedyś miał być o tym mój tekst w AM, może jeszcze będzie…
Od początku moim zdaniem jednak nie :) Klasyczny przykład chęci posiadania kobiety zajętej niech służy za argument :)
Bo Ty, gloggy, jesteś jeszcze przy teorii… A ja już mówię o praktyce ;P Nie chodzi o to, byś tylko potrzebował tej drugiej osoby – to nie jest nawet połowa sukcesu. Całkowite spełnienie jest wtedy, gdy te jedynki możesz zamienić miejscami :)
Ostatnio lwia część moich działań zahacza o gałąź ‘teoria’, niemniej jednak bardzo chętnie w niektórych kwestiach przeszedłbym do czynów. Na razie próby są nieudane, ta :P Wiesz, z tą zamianą to może też nie tak do końca :)
Idealnie byłoby, gdyby 1+1= ∞ przekształciło się w: 1=∞ :) To jeden, to logicznie dwa, ale w praktyce cały czas 1, z tym, że obszerniejsze :) Tak, ja bym tak chciał. Bardzo bym chciał :)
Bardzo ładnie napisane. Brawo.
Podsumowanie moich założeń.
1. Matematyka jest językiem natury.
2. Wszystko wokół nas może być opisane i zrozumiane dzięki liczbom.
3. Jeżeli zbierzesz liczby z dowolnego systemu pojawi się wzór.
["3.14"]