O pragnieniu zmiany

5 01 2008

Od dwóch dni słucham Phila Collinsa. To znaczy, w ogóle słucham go całkiem sporo już od dobrych kilku lat, a jego piosenki podobają mi się odkąd pamiętam, ale dwa dni temu znowu naszła mnie chęć na mały maraton z trzypłytowym albumem “The best of”. Rano, w pociągu do Siedlec, pierwszy raz od miesiąca usłyszałem jego piosenkę “All of my life”. Ogólnie rzecz biorąc, opowiada ona o człowieku, który próbuje dokonać bilansu swojego życia i zauważa, że ostro sobie je w paru miejscach spierdolił. To ja <macha> :) Z tym że ja, w przeciwieństwie do człowieka z piosenki, mam jeszcze czas, żeby coś zmienić.

Słucham tego jednego kawałka niemal non stop od kilku godzin. To cholernie destrukcyjne, bo co 5,5 minuty mierzę się z tym jednym pieprzonym fragmentem, który tak bardzo dotyczy mnie i w którym Phil tak bardzo ma rację.

I’d spend my time thinking too much
And leave too little to say what I mean

Za dużo myślenia o tym, co mógłbym powiedzieć, za mało mówienia o tym, o czym myślę. Podobnie jak w latach ubiegłych, tak i w tym roku miałem się obejść bez noworocznych postanowień. Obiecałem nawet komuś (pozdrawiam), że nie wydorośleję, mimo, że dwa dni przed Sylwestrem planowałem (wreszcie) zacząć ku temu dążyć. Ale dziś doszedłem do wniosku, że pewne zmiany zajść muszą, bo zdecydowanie zbyt wiele szans już w życiu straciłem właśnie przez taką postawę.

I tak jak człowiek z piosenki Phila, muszę któregoś dnia usiąść z kimś przy jednym stole i pić, dopóki język nie rozwiąże mi się do tego stopnia, że więcej powiedzieć się nie da. Z kimś, kto wysłucha mnie w 100% i sam również całkowicie się wygada, bez patrzenia na zegarek, stan portfela (ja stawiam) i to, że rozmowa na niektóre tematy może okazać się krępująca. Chyba już nawet wiem, z kim.

Teraz już tylko potrzebuję jakiegoś bodźca, impulsu, który popchnie mnie do działania i zdeterminuje do walki o to, bym nie skończył jak człowiek od Phila Collinsa. Znając życie, jak zawsze – poczekam :)